YouTube Facebook fotogalerie
reklama
Region Międzyrzec.info poleca... Podróże z niespodzianką

Odpoczynek u mistrza świata

15 lipca 2021 23:29:08 | autor: Anna Ostapiuk
Wakacyjne wyjazdy często niosą z sobą szereg ciekawych niespodzianek. Można na przykład, całkiem przypadkiem, zamieszkać u 19-krotnego mistrza świata w kajakarstwie, który specjalnie dla czytelników Międzyrzec.info opowiada o swojej pasji, zwycięstwach i przygotowaniach do zbliżających się zawodów. Poznajcie 71-letniego kajakarza Tadeusza Reka, który zaprasza was w gościnne bieszczadzkie strony.

Tadeusz Rek, sympatyczny, skromny właściciel niewielkiego domku w Sanoku, u którego można zatrzymać się wyjeżdżając w malownicze Bieszczady, okazuje się być wielokrotnym mistrzem Polski i świata w kajakarstwie. Wchodząc na posesję wzrok przyciąga jaskrawy kajak. Już niedługo ponownie uniesie on na falach sportowca, który zapewne sięgnie po kolejny medal. 

Kajakarz, który chętnie opowiada o swojej pasji i osiągnięciach, zaprezentował mi swoje dokonania, wspominając dziecięce początki przygody z kajakiem. Po trzydziestoletniej przerwie ponownie sięgnął po wiosła i z wielkim przytupem każdego roku stawał na najwyższym podium niemal każdego konkursu. To kolejna postać, która swoją pasją udowadnia, że wiek to tylko liczba, a sport można uprawiać bez oglądania się na własny PESEL. Zachęcam do przeczytania wywiadu, którego udzielił z myślą o czytelnikach portalu Międzyrzec.info.  


Kajakarz Tadeusz Rek w wywiadzie dla czytelników Międzyrzec.info (fot. Anna Ostapiuk)

Redakcja: Jak rozpoczęła się pana przygoda z kajakarstwem?

Tadeusz Rek: To było w Tomaszowie Mazowieckim, gdy miałem 12 lat. Poszedłem z kolegami na przystań do wypożyczalni kajaków. Wszystko było zamknięte, ale trafiliśmy do stanicy harcerskiej, gdzie zaproponowano nam zapisanie się na kajaki turystyczne. Pływałem, brałem udział w zawodach, byłem trenerem, ale przed 30 rokiem życia zamknąłem ten rozdział. Tak wtedy myślałem. Tak naprawdę prawdziwe kajakarstwo reaktywowałem dopiero w 2007 roku po trzydziestoletniej przerwie. Byłem u rodziny w Tomaszowie, poszedłem na przystań i zobaczyłem płynącego kolegę kajakarza. Wróciły wspomnienia. Kolega pożyczył mi kajak i wiosła, ruszyłem, ale wtedy myślałem tylko o tym, żeby się nie wywrócić (śmiech). Technika została w pamięci, ale gorzej było z równowagą i gibkością, trochę strach przed wywrotką i zamoczeniem. Na początku krótkie dystanse, 4-5 kilometrów, potem każdego dnia coraz więcej. Później kolega pożyczył mi kajak w Bieszczady, gdzie mieszkam od 1982 r.

R: Można powiedzieć, że odnalazł pan drugą młodość dzięki tej dyscyplinie?

TR: Tak! I to mimo zmęczenia, bo kajakarstwo jest jedną z najtrudniejszych dyscyplin sportowych. Góry, interwały siłowe, sprinty szybkościowe, wytrzymałościowe, to wszystko trzeba przerabiać. Po dwóch miesiącach intensywnych treningów, w lipcu 2007 roku, miałem już pierwsze regaty na torze Malta w Poznaniu, na których wywalczyłem w dwójce i czwórce dwa brązy. Za komuny nie było medali, tylko książki i dyplomy, teraz wrócił zapał. Okazało się, że są medale, jest inne podejście medialne, wszystko zachęcało do dalszych treningów. I samopoczucie stało się lepsze. Mimo wieku, mimo męczącego treningu, chwilę odpoczywam i mogę pływać dalej. Udziału w kolejnych rywalizacjach nigdy nie odmawiam.

R: Kolejne sukcesy pojawiły się bardzo szybko. Złote medale w kategoriach indywidualnych i grupowych. Jak pokaźna jest obecna kolekcja?

TR: W 2009 roku w Czechach w czwórce zdobyliśmy z kolegami w podobnym wieku tytuł Mistrza Świata i złoty medal na dystansie 200 m. Wyprzedziliśmy przeciwników o 11 metrów, nie dowierzali, pytali o rocznik... (śmiech). Potem w 2011 roku indywidualne zwycięstwa i dwukrotny tytuł Mistrza Olimpijskiego Masters we Włoszech, w 2013 roku 8-krotne mistrzostwo w Turynie. 

R: Medale motywują? Czy pierwsze złoto było wielkim zaskoczeniem?

TR: Wielkim! Tak naprawdę w kajakarstwie nie ma faworytów, a na zwycięstwo składa się wiele czynników, presja, nietrafiony dzień szczytu formy. To wszystko ma przełożenie. Pierwszy medal był zaskoczeniem i dla mnie i dla świata. Udział w zawodach w Czechach był spontaniczny.

R: A potem, jak widzę, było już lawinowo? Co zawody to najwyższe podium, dziś ma pan 19-krotny tytuł mistrza świata, 18-krotny tytuł mistrza igrzysk i 26-krotny - mistrza Polski. Przede mną leżą materiały prasowe na pana temat. Czytam: "Igrzyska olimpijskie Masters w Turynie. Zdobył wtedy złoty medal w każdej konkurencji, w której startował, jest jednym z dwóch ludzi, którzy tego dokonali...". 8 medali. 

TR: Mówią, że jak Rek przyjeżdża na zawody, to pozamiatane (śmiech). Wtedy, żeby wejść do finału, trzeba było wygrać trzy przedbiegi, wygrałem wszystkie. Wyszło osiem złotych medali. W 2019 roku w Seget na Węgrzech zdobyłem pięć tytułów mistrza świata w kajakach jednoosobowych, dwuosobowych, miksach i w czwórce, na 200, 500 i 1000 m. Teraz była przerwa. W 2020 roku odwołano wiele zawodów, miały być mistrzostwa świata na Ukrainie, ale zostały odwołane przez pandemię. Zostały przesunięte na ten rok, może sierpień lub wrzesień. Ale ja cały czas trenuję. 


19-krotny mistrz świata, 26-krotny mistrz Polski (fot. arch. pryw. T. Tek)

R: Jak wyglądają treningi? 

TR: To zależy od pogody, mam tu 25-metrowe strome podejście. Z reguły, żeby być bardzo dobrym, trzeba trenować systematycznie, codziennie, nie ma taryfy ulgowej. Zaczynam już od wiosny, przebieżki, treningi siłowe, non stop trzeba utrzymywać wydolność fizyczną. Z reguły codziennie na wodzie. 

R: A co ze zdrowiem? Odsunął pan choroby w cień?

TR: Różnie to bywa, bywają przeziębienia, a zdarzyła się też poważna kontuzja na górskiej rzece, w kajaku zjazdowym. W 2015 w październiku złamałem bark, bo wpadłem kajakiem na duży płaski kamień zalany wodą. Odpychałem się wiosłem o drugi kamień, walczyłem o to, żeby nie wysiadać z kajaka. Przez skręt rotacyjny ręki na wiośle usłyszałem tylko chruuup... Nie dokończyłem zawodów, później okazało się, że ramię jest złamane. Przez trzy tygodnie byłem w gorsecie, po zdjęciu byłem zszokowany, że nie mogę podnieść ręki. Zabrakło woli walki. Koniec, człowiek bez przyszłości, bez celu życia. Dziwne myśli: jak to tak, co teraz? Znaleźli się jednak dobrzy pomocni ludzie, poznałem pewnego fizjoterapeutę, on mi bardzo pomógł. Rehabilitacja i zabiegi, bo groziło mi, że bark będzie wciąż wypadał. Teraz wiem, że różne kalectwa ludzie mają na własne życzenie, bo poddają się, brakuje im silnej woli i walki o przywrócenie sprawności. 

R: Czyli nie poddał się pan ocenie lekarzy? Walka o kondycję i powrót do pełni sił, bo woda ciągnęła?

TR: W październiku był wypadek, a ja już w styczniu byłem na wodzie. Zanim wstałem z łóżka, już ćwiczyłem rozciąganie, wytrzymując ból. Chodziłem na treningi do klubu, pompki robiłem na kolanach oszczędzając ramię. To była próba sił.

R: Ograniczenia tkwią zatem we własnej głowie?

TR: Tak, to wszystko zależy od nas i osób, które nam chcą pomóc, ich pomocy nie możemy odrzucać. A sami dla siebie jesteśmy wyznacznikiem, ile możemy.

R: Wróćmy jeszcze do tematu pracy jako trener, wspomniał pan, że prowadził zajęcia dla młodych kajakarzy?

TR: Zrobiłem uprawnienia trenerskie, instruktorskie kajakarstwa wyczynowego, regatowego. W Tomaszowie Mazowieckim w klubie Lechia zacząłem wówczas trenować młodzież, juniorów, młodzików, najmłodsi to wiek około 12 lat. 

R: A jak obecna pandemia i dwuletnia przerwa w zawodach wpłynęła na pana codzienność? Spadek motywacji czy wprost przeciwnie, wzrost aktywności i potrzeba odnalezienia się w tej sytuacji?

TR: Przez ograniczenia i brak dostępu do basenów czy siłowni na pewno odpuściłem systematyczność w treningach, dlatego zająłem się pracami remontowymi w domu. I tak rozpoczęła się, już prawie trzyletnia, działalność turystyczna. Znalazłem własną niszę. Lubię majsterkować, a nie przesiadywać bezczynnie w fotelu. Ruch jest potrzebny dla każdego. 

R: Zapraszamy zatem w nasze strony, na Bug. Choćby turystycznie, ponieważ jest u nas wiele spływów. 

TR: Ciekawa sprawa. Raz znajomi kajakarze rzucili mi pewne wyzwanie: "Jak jesteś takim mistrzem, to zmierz się z nami, maratończykami!". Podjąłem rękawicę i spróbowałem. To był maraton 30 kilometrów z Warszawy do Góry Kalwarii, pod prąd, potem z powrotem do Warszawy. Wyruszaliśmy co 2 minuty, kolega miał numer 7, ja 8, goniłem go, na finiszu wyprzedziliśmy innych, a w końcu wygrałem też z Piotrem (śmiech). 

R: Proszę o radę dla naszych czytelników, jak można się zaktywizować, ruszyć do przodu i walczyć z własnym poczuciem niemocy i niechęci?

TR: Dobrze jest mieć kolegów, jakąś grupę, szkolną lub klubową. Wtedy jest motywacja, jeden drugiego dopinguje. Samemu trzeba mieć naprawdę duże samozaparcie. W domu można trenować ogólnorozwojowe ćwiczenia, ale mamy dużo rozpraszaczy. Na telewizor czy książkę też zawsze jest czas, bo trening nie trwa przecież długo. Polecam aktywny tryb życia, bo to nas wzmacnia. Pracują głowa i mięśnie, lepiej się czujemy. A jest jeszcze lepiej gdy są osiągnięcia. Zachęcam!

Chętni do bezpośredniej rozmowy z Tadeuszem Rekiem mogą zamieszkać w domku, który oferuje turystom. Warto zajrzeć na jego stronę internetową ⇒ Sportowe tradycje/Noclegi u Marysi. Można tam nie tylko przejrzeć ofertę turystyczną, ale też dowiedzieć się więcej o osiągnięciach sportowca.
Na bieżąco można również śledzić karierę kajakarza na jego profilu społecznościowym - Tadeusz Rek.

Polecam! A dla czytelników Międzyrzec.info mamy również specjalne zaproszenie video, zachęcam do obejrzenia. 

 
Dodaj swój komentarz:
  • captcha
  • Komentarze zawierające treści powszechnie uznane za obraźliwe lub niecenzuralne zostaną usunięte
    logo male