YouTube Facebook fotogalerie
reklama
gmina Drelów Z białych kart historii

Pamięci pomordowanym

25 lipca 2020 15:02:17 | autor: Anna Ostapiuk
O lipcowej 78. rocznicy tragicznej śmierci rozstrzelanych przez Niemców Cyganek i ich dzieci przypomina skromny krzyż stojący przy piaszczystej drodze powiatowej wijącej się wśród pól i łąk między Drelowem a Żerocinem.

W miejscu kaźni, do której doszło podczas hitlerowskiej okupacji w 1942 r., z inicjatywy Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Drelowskiej z Drelowa stanął w tym roku na kamiennym postumencie metalowy krzyż opatrzony pamiątkową tablicą z napisem: "Pamięci 35 Cyganów (kobiety i dzieci) w tym miejscu rozstrzelanych przez Niemców w lipcu 1942 r. Ta ziemia kryje ich doczesne szczątki. Proszą o westchnienie do Boga".

Krwawe wydarzenie zapadło w pamięć mieszkańcom Drelowa: Franciszce Marczuk ur. w 1925 r. i Stanisławowi Olesiejukowi ur. w 1927 r. Ich wspomnienia w "Monografii wsi Drelów" (1996) zapisał jej autor Feliks Olesiejuk słowami:

"W lipcu 1942 roku Niemcy z posterunku w Drelowie (Schmidt, Schmiedke i Wachmeister Hans) oraz dwaj gestapowcy z Międzyrzeca wymordowali grupę 35 Cyganów.
W grupie tej, pędzonej z okolic Komarówki, były Cyganki z małymi dziećmi i tylko jeden mężczyzna, Cygan, który na plecach niósł worek z chlebem. Niemieccy zbrodniarze wypędzili Cyganów poza Drelów na łąkę "Skałaszowe" i tam przypędzonym również rolnikom: Adamowi Serganowi i Stanisławowi Kubikowi z Drelowa kazali wykopać duży dół.
Stanisław Kubik opowiadał później, że gdy Cyganki z płaczem błagały Niemców o darowanie życia, młody Cygan wyrwał się oprawcom i ciosem potężnej pięści powalił Wachmeistera na ziemię, a następnie z ogromną szybkością uciekł przez łąki w stronę zarośli Horodka. Gestapowcy strzelali za nim z pistoletów maszynowych, ale bezskutecznie, bo Cygan dopadł lasu. Niemieccy zbrodniarze otworzyli później ogień maszynowy na grupę cygańskich kobiet i dzieci.

Huk strzałów i bolesny, przeraźliwy krzyk mordowanych słychać było w całej północnej części Drelowa". 

- Wiedzieliśmy o tym tragicznym wydarzeniu z przekazu dziadków i rodziców, a Feliks Olesiejuk upamiętnił je w Monografii. Historię krzyża zapoczątkowały prace porządkowe na cmentarzu w Drelowie, które wykonywał Stanisław Popijantus. Pozbierał wyrzucone żelazne krzyże, przywiózł je do Zygmunta Szabaciuka, naszej "złątej rączki", a ten je poodnawiał. Padł pomysł ustanowienia ich w miejscach pamięci. W ten sposób krzyż pojawił się w miejscu śmierci rozstrzelanych Cyganów, które wcześniej nie było niczym oznaczone. Dokładne miejsce wskazał Mieczysław Strok, który pamiętał jeszcze z dawna usypany kurhan - opowiada o inicjatywie prezes TPZD Franciszek Jerzy Stefaniuk. Przy krzyżu członkowie Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Drelowskiej umocowali tablicę ufundowaną w ramach wkładu własnego dla stowarzyszenia.

Odnowione przez Zygmunta Szabaciuka krzyże pojawiły się już lub wkrótce pojawią w różnych miejscach, m.in. przy piekarnii i w Horodku. 

___________________________________________
Źródło: Monografia wsi Drelów, Feliks Olesiejuk, 1996
Fot. Anna Ostapiuk

REKLAMA
reklama

 
Podobne wiadomości:
Dodaj swój komentarz:
  • captcha
  • Komentarze zawierające treści powszechnie uznane za obraźliwe lub niecenzuralne zostaną usunięte
    logo male