YouTube Facebook fotogalerie
reklama
Region

Skrzydlaty gang niszczy uprawy

3 czerwca 2020 11:54:00 | autor: Anna Ostapiuk
Coraz liczniejsza populacja żurawi systematycznie niszczy uprawy kukurydzy. Rolnikom nie przysługuje z tego tytułu odszkodowanie, a na wypłoszenie z własnego pola pozostających pod ochroną gatunkową szkodników potrzebują stosownego zezwolenia organów środowiskowych.

Żurawie niszczą zasiewy kukurydzy. Rolnikom nie przysługują odszkodowania. (fot. Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Warszawie)

Rolnicy uprawiający kukurydzę uskarżają się na postępujący proces dewastacji upraw przez biesiadujące na ich polach żurawie. Ptaki z upodobaniem wyjadają pęczniejące ziarno niszcząc przy tym młode pędy roślin. Siewki mające już dwa listki obumierają, a gospodarze zmuszeni są do przesiewania kolejnych hektarów. Mimo, że problem narasta od kilku lat, szkody wyrządzone przez skrzydlate szkodniki wciąż nie podlegają przepisom o rekompensacie za szkody łowieckie. Zniszczenia rolne poczynione przez żurawie w dalszym ciągu traktowane są jako marginalne w porównaniu do tych, jakie wyrządzają inne gatunki zwierząt, takie jak bobry, jelenie czy dziki. Szacowanie szkód wyrządzonych przez żurawie jest stosunkowo trudnym zadaniem. Brak działań ze strony resortu rolnictwa dyktowany jest m.in. czasem czynionych szkód związanym z okresem przelotu zwierząt. Zniszczenia upraw występują w dość krótkim czasie, a przypisanie ich temu jednemu gatunkowi zwierząt, bez stałego monitoringu miejsca, jest praktycznie niemożliwa - jak podaje Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Gospodarze podkreślają jednak, że ptaki "uczą się" konkretnych miejsc upraw i zjawisko z roku na rok nasila się na danym terenie. Niegdyś bardzo płochliwe zwierzęta coraz bardziej się ośmielają, szybko oswajają się z widokiem ustawionych na polach strachów, podchodzą również coraz bliżej siedzib gospodarskich. Wypłoszone, krążą wokół pola i szybko wracają na miejsce żerowania.

- Straty co roku są coraz większe, ponieważ populacja żurawi się zwiększa. Kilka lat temu było parę sztuk, teraz latają całymi stadami. W ubiegłym roku zniszczyły mi 1 hektar upraw, w tym roku to już 7 hektarów - mówi Tomasz Kościuczyk z Łózek. - W skali całej miejscowości jest to nawet 30 hektarów upraw kukurydzy, więc straty są bardzo znaczące. Chcemy wspólnie zgłosić sprawę do gminy, aby zainterweniowała, jak miało to miejsce w przypadku bobrów. Chcemy, żeby gmina lub koło łowieckie wystąpiły o odstrzał. Nie możemy przecież wystąpić o odszkodowanie, które i tak było by niewspółmierne wobec poniesionych strat. - Żurawie wyjadły mi prawie całe jedno pole w Zahajkach, około 70-80 arów - dodaje Mirosław Daciuk, radny gminy Drelów. - Nawet tego nie przesiewam, bo to zupełnie nie ma sensu. Jak podkreśla gospodarz, nawet stosowanie zaprawy mającej chronić ziarno przed ptactwem jest całkowicie nieskuteczne, a generuje jedynie koszt siewu. 

- Jeśli chodzi o rekompensatę to niestety polskie prawo nie przewiduje takiej możliwości. Żuraw nie mieści się w tej kategorii zwierząt chronionych, dla których odszkodowania są przewidziane - potwierdza Paweł Duklewski, rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Lublinie. Jak zauważa, do walki z narastającym problemem gospodarzom pozostaje metoda systemowa, czyli z jednej strony pisanie petycji do władz, żeby popracowały nad przygotowaniem programu odszkodowań za straty poniesione przez żurawie, a z drugiej - ubieganie się o pozyskanie zezwolenia na płoszenie zwierząt. Dostępne czynności to płoszenie, niepokojenie, ewentualnie odstrzały, choć jak podkreśla rzecznik, te ostatnie na polach kukurydzy do tej pory rzadko były stosowane. - W określonych sytuacjach wydajemy pozwolenie na odstrzał konkretnej liczby osobników danego gatunku przez osoby z uprawnieniami myśliwskimi. Pojawia się tu jednak kwestia kosztów i czasu potrzebnego na skradanie się myśliwego. Za każdym razem przyglądamy się bardzo dokładnie każdej metodzie zaproponowanej przez wnioskodawcę i zastanawiamy się, czy będzie to odpowiednio działało, nie płosząc innych gatunków zwierząt. Wnioskodawca musi przewidzieć konsekwencję swoich działań. Musi wiedzieć, co będzie płoszył, w jaki sposób i jakie negatywne skutki może to wywrzeć. Do każdej sprawy podchodzimy indywidualnie.

Spośród dostępnych metod niepokojenia żurawi wymienia się emitowanie dźwięków naturalnego wroga (wilk, ryś) lub tzw. płoszenie hukowe z zastosowaniem armatek hukowych. Zakup sprzętu jest jednak dużym wydatkiem, ceny armatek oscylują w granicach 1 000 złotych. Aby zastosować tę metodę niezbędne jest złożenie wniosku do RDOŚ z prośbą o udzielenie zgody. Decyzja określa ramy, w jakich płoszenie może zostać wykonane: w jaki sposób i w jakim terminie. Termin jest tu istotny ze względu na okresy lęgowe i rozrodcze zwierząt.

- Nie wyobrażam sobie sytuacji, by jakikolwiek myśliwy zechciał strzelać do żurawi, ponieważ nie jest to przyjemne zadanie. Są to ptaki piękne, dobrze się kojarzące, nie objęte do tej pory łowiectwem. Trzeba strzelać z bardzo daleka, nie da się do nich podejść blisko. To zwierzęta bardzo płochliwe - wyjaśnia wójt gminy Drelów Piotr Kazimierski, jednocześnie zapewniając, że gmina dołoży wszelkich starań, by wspomóc gospodarzy w nierównej walce ze szkodnikami upraw kukurydzy. - Jako gmina możemy podjąć się skutecznego ich płoszenia. Możemy przejąć zadanie i wystąpić z wnioskiem do RDOŚ o wydanie zbiorowego pozwolenia na płoszenie żurawi na naszym terenie. Będziemy tę akcję koordynować przy zaangażowaniu poszkodowanych rolników.  Jak dodaje włodarz, gmina jako organ posiada niewielkie możliwości pomocy finansowej. - Żuraw nie jest zwierzęciem łownym, więc koło łowieckie nie może wypłacić odszkodowań, również gmina nie posiada odpowiednich paragrafów zezwalających na wykonanie tej czynności. W sytuacji stwierdzenia znacznej szkody istnieje możliwość umorzenia podatku i jest to pomoc de minimis - jeśli udzielimy pomocy rolnikowi, musi on złożyć wniosek, opisać sytuację i udowodnić, że doszło do znacznej straty w gospodarstwie. Pomocy tej można udzielić w przypadku, jeśli jej nieudzielenie może doprowadzić do bankructwa. Są to zatem sytuacje krańcowe.

- W latach 2019-2020 nie wydaliśmy żadnego pozwolenia na płoszenie żurawi, nie wpłynęły bowiem żadne wnioski. Otrzymywaliśmy jedynie telefony z zapytaniem, co można w tej sprawie zrobić, nie pociągnęło to jednak za sobą wniosków formalnych. Zezwolenia na odstrzał gatunków podlegających ochronie ścisłej wydaje Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Nie otrzymaliśmy żadnych informacji o składanych wnioskach i wydanych zezwoleniach - informuje rzecznik RGOŚ w Lublinie.

Rolnikom pozostaje rokroczne oczekiwanie na przejęcie przez państwo odpowiedzialności i wprowadzenie zmian w ustawie rozszerzających o dzikie ptactwo listę gatunków, za których szkody rolne można będzie otrzymać przynajmniej częściową rekompensatę. A tymczasem każdego ranka nadal będzie słychać huk armatek, których działanie przynosi skutek tylko tymczasowy, bowiem żurawie tak przywykły do codziennych odgłosów współczesnej wsi, że nawet większe hałasy ich nie odstraszają. 

REKLAMA
reklama

 
Podobne wiadomości:
Dodaj swój komentarz:
  • captcha
  • Komentarze zawierające treści powszechnie uznane za obraźliwe lub niecenzuralne zostaną usunięte
    (5 czerwca 2020 17:00:41) Zatrutą Piszczkę zamietli pod dywan, na czele z Międzyrzec Info. autor: Wędkaz
    (3 czerwca 2020 21:06:13) a gdzie artykuł o gospodarzu z ul. Łukowskiej? na słowie podlasia i we wspólnocie już jest, halo! autor: sąsiad
    logo male